Odbicie nadeszło ale nieco później niż się spodziewałem - spadki były rzeczywiście wyczerpujące - aczkolwiek lipiec zakończyliśmy wyżej niż czerwiec. Patrząc na skalę odreagowania na WIG20 - koło 350 punktów bez większych korekt spodziewam się co najmniej stabilizacji w przedziale 2700-2800 chociaż słabe dane z USA (coraz wyższa inflacja, słabe PKB) nie nastrajają pozytywnie na pozostałe miesiące tego roku. Dotarliśmy też do oczywistych oporów linii trendu spadkowego i raczej tutaj bez walki się nie obędzie.
Wiele mówi się w prasie o coraz gorszym zachowaniu polskiej gospodarki, spowolnienie wg mediów jest nieuniknione i jeszcze ten kurs PLN - eksporterzy dogorywają. Danym makro trzeba by się jeszcze przyjrzeć, ale mówiąc szczerze nie widzę przesłanek do rozpoczęcia akurat teraz nowej, wielkiej hossy. Gdybym miał obstawiać to raczej widzę ponowy test minimów z połowy lipca (to dotyczy przede wszystkim USA ale pewnie to samo będzie u nas) i dopiero zachowanie rynków w tym momencie pozwoli ocenić dalej "co z tą bessą" :-)
Moim zdaniem wszyscy którzy załapali sie na lipcowy dołek powinni zacząć realizować zyski o ile jeszcze tego nie zrobili (ja już tak)...
sobota, 2 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz